Maszyna parowa – Trevithick

maszyna parowa TrevithickMłody Ryszard, urodzony 13 kwietnia 1771 roku w jednej ze wsi parafii lllogan (Kornwalia), uczył się nie najlepiej, jak zresztą wielu wynalazców. Nauczyciel szkoły powszechnej w sąsiednim Camborne uważał go zawsze za krnąbrnego i nieuważnego brudasa, którego jedyną zaletą były wybitne zdolności i zamiłowanie do rachunków. Mały Ryszard nie cierpiał szkoły. Znacznie większą przyjemność znajdował w uciekaniu na wzgórze zamku Earn Brea, gdzie pracowały dwie wielkie parowe pompy z fabryki Boultona & Watta. Potężne korbowody, wahacze i rozpędzone koła zamachowe przyciągały nieodparcie jego uwagę. W cieniu tych maszyn Trevithick bawił się, słuchając jednocześnie świstu pary i szczęku mechanizmu, jako najulubieńszych odgłosów, które miały mu już towarzyszyć nieodstępnie przez całe życie.
Młody entuzjasta maszyn parowych znał już wówczas Murdocka, który chętnie wprowadzał młodego adepta w tajniki konstrukcji i działania maszyn, zaznaczając zarazem, że trzeba koniecznie podnieść ciśnienie pary, aby otrzymać dobre rezultaty. Ta wskazówka miała zasadnicze znaczenie dla późniejszych prac Trevithicka.
Gdy chłopiec ukończył osiemnaście lat, towarzyszył ojcu w wyprawach do kopalni i bacznie przyglądał się urządzeniom technicznym. W wolnym czasie zajmował się już samodzielnym konstruowaniem, dokonując wielu ulepszeń w istniejących mechanizmach. Jednym z większych jego osiągnięć było wynalezienie w 1798 roku silnika napędzanego strumieniem wody, wypływającej pod ciśnieniem. Następnie skonstruował nowego typu parową pompę kopalnianą, lecz z tak dużym ciśnieniem pary, o jakim nie ważyłby się nawet pomyśleć nie tylko Watt, ale i Murdock. Sukces był na tyle duży (poparty odpowiednią korzyścią materialny), że wynalazca mógł zacząć myśleć o zastosowaniu maszyny parowej do poruszania pojazdu.
Rozpoczęła się budowa całej serii modeli pojazdów, konstruowanych na wzór modelu mistrza Murdocka, a więc trzykołowych. Ponieważ próby odbywały się w mieszkaniu drewnianego domu, Ryszard obawiał się rozpalania ognia pod kotłem i zadawalał się wrzucaniem do kociołka kawałka żelaza rozpalonego do białości w ognisku kuchennym. Modele poruszały się bezbłędnie; Trevi-thick uznał więc, iż nadszedł czas przystąpienia do budowy pojazdu parowego normalnych wymiarów. Stosując wszystkie ówczesne zdobycze wiedzy inżynierskiej i znając tajemnicę obliczeń technicznych, zbudował swój pierwszy „duży” pojazd, jeszcze wciąż trzykołowy, odnosząc z góry przewidywany sukces. O prawidłowości projektowania i staranności konstruktora świadczyć może fakt, że wynalazca sprawdzał w praktyce nie tylko całe mechanizmy, ale nawet założenia. Miał on, między innymi, wątpliwości, czy żelazne obręcze kół napędowych pojazdu będą zapewniały dostateczną przyczepność do kamienistej nawierzchni jezdni. Wyjechał więc ze swym przyjacielem Gilbertem poza miasto wozem konnym i tam, stanąwszy u podnóża wzgórza wyprzągł konia, a sam razem z towarzyszem usiłował toczyć wóz pod górę obracając koła za szprychy. W ten sposób stwierdził, że tarcie pomiędzy obręczami kół a nawierzchnią drogi jest dostateczne i koła nie ślizgają się.
Trevithick budował swą „lokomotywę drogową”, jak nazywano wówczas pojazd, w kuźni, gdyż nie było warsztatu mechanicznego, który nadawałby się do takich robót. Budowa nie była łatwa przy użyciu prymitywnych narzędzi kowalskich i ślusarskich, lecz wreszcie pojazd był gotów.
I oto w wigilię Bożego Narodzenia roku 1801 wynalazca po raz pierwszy wyjechał swym dymiącym pojazdem na ulice Cam borne wywołując nieprawdopodobną sensację. Jedni uciekali w popłochu, inni biegli do domu po święconą wodę, lecz byli i tacy, którzy entuzjastycznie powitali tę niesłychaną nowość i zgłaszali chęć przejechania się tym „straszliwym stworem”. Trevithick nie miał nic przeciwko temu i znalazł wkrótce aż dwunastu odważnych, którzy za opłatą 1 szylinga przeszli do historii, jako pierwsi płatni pasażerowie komunikacji „autobusowej”.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Historia i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.